Uncategorized,  Związki

Walentynki przez cały rok

Dzień zakochanych

Walentynki

Święto zakochanych, jedyny dzień w roku, który szczególnie nabiera zabarwienia emocjonalnego.

W tym dniu wielu z nas mobilizuje się, by pokazać ukochanej osobie, że jest dla nas ważna i wyjątkowa. Kupujemy kwiaty, prezenty. Ale czy są ofiarowane z potrzeby serca, czy z faktu, że tak wypada? Osoby bardziej kreatywne zabierają ukochaną do kina lub restauracji. Atmosfera, jaka towarzyszy relacjom partnerskim, małżeńskim jest znacznie ocieplona, a my marzymy, by ten dzień nigdy się nie kończył.

A gdyby tak Walentynki trwały 365 dni w roku?

Historia pewnej miłości

Przytaczam historię autentycznej miłości, opowiedzianą mi przez kobietę – wdowę, którą poznałam cztery  lata temu.

„Pani Maria, poznała swojego męża przez swoich rodziców. Zostali sobie przedstawieni, i jego rodzice bardzo ją polubili. Zaczęli więc „swatać” ich, aranżować spotkania i sytuacje, w których zostawali często sami. Nie marzyła o kimś takim, nie widziała w nim przyszłego męża, a jedynie dobrego znajomego. Zaczęli rozmawiać częściej, spotykali się częściej, zaczęła więc dostrzegać w nim coraz więcej zalet, pozytywów. W końcu odkryła, że czuje się przy nim wyjątkowo, swobodnie i naturalnie. Po roku pobrali się.

Jak wyglądało ich małżeństwo?

Mąż kobiety miał zawsze powodzenie u kobiet. On „widział” tylko ją. Okazywał jej każdego dnia, zainteresowanie. On (wojskowy na stanowisku) był dumny mając przy sobie tak atrakcyjną kobietę. Zawsze elegancko ubrana, uczesana, każdego ranka poświęcała czas na swój wygląd. Robiła to – jak mówiła dla niego… w końcu, stwierdziła, że sprawia jej to ogromną przyjemność.

Z jego strony mogła liczyć na wsparcie. Postarał się o pracę dla niej, i bardzo często powtarzał: „Marysiu…. Ty musisz się cenić, ludzie muszą znać Twoją wartość”. Przez te wszystkie lata, dawał jej dowody swej miłości, na różne sposoby. Jak mówiła: „on sprawił, że uwierzyłam w swoją wartość, że stałam się atrakcyjna, na początku dla niego, później dla siebie”.

A co ona mu dawała? Była piękną Boginią, kobietą, która go podziwiała, za to kim był, jak rozmawiał z ludźmi…  trwała przy nim w kryzysie, w trudnych chwilach… Nieporozumienia i kłótnie trwały – jak mówiła – tyle ile trwa wypowiedzenie słów, bo coś takiego jak obrażanie się, nie istniało.

Dojrzała Miłość

Zmarł 10 lat temu, a ona przez długi czas znajdowała prezenty w szafie, pochowane dla niej i liściki.

Opowieść – jak z bajki. Nie zaczęła się od zachłyśnięcia, wielkiego uczucia, ekscytacji, od uniesień. Ich  miłość rozwijała się od początku przez całe ich życie i doczekała się spełnienia. Miłość poparta słowami, ale przede wszystkim czynami, działaniem i okazywaniem sobie wsparcia. Miłość, która była dopełnieniem i wymianą energii, która ostatecznie zaowocowała dojrzałym partnerstwem polegającym na wzajemnej odpowiedzialności za siebie.

Gdy nachodzą mnie wątpliwości, gdy relacja się rozchodzi, przypominam sobie właśnie tę historię i wówczas wiem, że świadome i dojrzałe bycie w związku z partnerem jest możliwe.

Takiej spełnionej Miłości kochani sobie i Wam życzę. 🙂

Zajęcia z dziećmi i dorosłymi traktuję jako podpowiedzi do nieustannego odkrywania samej siebie. Nie ma dla mnie sytuacji bez wyjścia. Zawsze staram się znaleźć takie rozwiązanie, aby osoba, z którą współpracuję odnalazła swoje atuty i mocne strony. A ponieważ jestem świadoma również swoich wad i impulsywności w kontakcie z drugim człowiekiem poznaję siebie i ukierunkowuję moje niedoskonałości, by osiągnąć biegun pozytywny. 🙂 Lubię wchodzić w sytuacje nowe, które są dla mnie wyzwaniem, ponieważ jako osoba emocjonalna odkrywam siebie w nowych doświadczeniach. Dlatego moje motto to: „To czego się lękasz jest Twoim powołaniem”

Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości lub też krytyczne i odmienne stanowisko od przedstawionego - zachęcam Cię do podzielenia się za mną :)

%d bloggers like this: